Blog > Komentarze do wpisu
kilka dobrych wieści
ale bez przesady

Fibromialgię leczy się w Spa.  Nie jakimś dziwnym,  masaże tajskie nie-tajskie, nie wiadomo do końca jak działające, ale nasze dane Zakłady Kąpielowe okazały się akurat.

Pamiętam z dzieciństwa wielkie stosy koksu zlegające obok tego budynku.

„to jest miejsce dla ludzi, którzy nie mają w domu łazienki”- tłumaczono dziecku.

Chyba dzięki niezależnej  kotłowni nawet w czasie zimy stulecia można się było tam kąpać. Miejsce dla ludzi którzy mają w domu zimną łazienkę!

Potem szkolne próby nauki pływania. Chybione, bo kto nauczy się pływać przy wygłupach starszych chłopaków! W basenie byłoby nawet przyjemnie, gdyby nie zagubienie pozbawionego szkieł okularnika w dziwnych korytarzykach.

Przez długi więc czas ten budynek nie istniał  w moim prywatnym planie miasta.

Potem hałdy koksu zniknęły, ludzie, którzy nadal nie mają w domach łazienek z tęsknotą wspominają czasy, gdy opieka społeczna dawała talony na kąpiel, próbując skorzystać z toalet w supermarketach, a ja odkryłam fizykoterapię. Wielkie wanny, w których pani ze szlauchem wypłukiwała ból z „dłuższych” i „krótszych” kończyn. Śmieszne małe salki gimnastyczne w pomieszczeniach ukrytych wokół wielkiego basenu. Zawsze można było udawać przed znajomymi i przed sobą, że „chodzi się na basen” a nie, że coś jest nie w porządku i trzeba się leczyć. Nie wiem, po co przebudowywano go jeszcze raz.

Ale teraz jest naprawdę fajnie. Wanny są w osobnych pomieszczeniach, masaż generuje automat i naprawdę można wypocząć. Podoba mi się też stylizacja na dawne kur hausy, echo mego polanickiego dzieciństwa. Właśnie w takich miejscach czuję się dobrze, spokojnie, nie pogania mnie zbytnia nowoczesność.  Nie wiem, czy fibromialgia to choroba, ale wiem, że fajnie leczy się ją w Spa- dawnych Miejskich Zakładów Kąpielowych.

 

Trzymam wagę, wieczorne podjadanie zastępując chromem i błonnikiem, ale z moją sylwetką dzieje się coś, co sprawia, że zeszłoroczne spódnice nie pasują w tym roku.

Niby to okazja, żeby kupić sobie coś nowego, ale na głowę trzeba upaść, żeby szukać w naszych sklepach spódnic!  Ciepłych, zimowych. Zamarzyła mi się taka „z koca”, w kolorową kratę, nie czarna na litość! Odpowiedniej długości, do botków- nie do zamiatania chodnika ani do pokazywania pępka. W rozmiarze na kobietę, nie „na słonika”.

Spódnica jest na tyłek, ale z takimi marzeniami to na głowę, na głowę upadłam!

Nie wiem po co jest tyle firm i sklepów odzieżowych w każdej galerii, skoro we wszystkich jest to samo! Spodnie, swetry, kurtki, tuniki. Czarne i czarne.

 

Czytam, że uczniowie-maturzyści nie zobaczą po ocenie swoich prac z próbnej matury, bo „trudno by było je przewozić”, choć taki brak analizy swoich wyników jest niezgodny z metodyką nauczania. Ale to tylko nauczycieli kontroluje się, czy nie robią czegoś niezgodnego z metodyką. Sam organ kontrolujący może takie niezgodności robić.

Oczywiście nikt z kuratorium w XXI wieku nie ma pojęcia, że prace można zeskanować! Uczeń mógłby otrzymać indywidualny kod, ważny określony czas i tylko na szkolnym komputerze, aby ją zobaczyć. Rozwiązanie proste dla każdego dziecka,  ale nie urzędnika i nauczyciela.

Podobnie jak nikt nie potrafi zebrać przed monitorem uczniów chcących uczyć się etyki i nareszcie rozwiązać tę sprawę systemem e-learningu. Byłoby to chyba tańsze rozwiązanie niż trafienie do Trybunału!

Nadal nie ma na wrocławskich cmentarzach ekologicznych pojemników na szklane i plastikowe pojemniki po zniczach. A przez ten weekend możnaby uzbierać całoroczny limit surowców !

Za to zaimponowało mi MPK. Jadąc metodą byle do przodu wylądowałam na Pl.Powst.Wlkp. a tam na wyświetlaczu wszystkie E dodatkowe tramwaje! A ja myślałam, że te wyświetlacze są zaprogramowane raz i już, a tu niespodzianka- programy są elastyczne!

poniedziałek, 01 listopada 2010, agap25

Polecane wpisy